Tuesday, December 4, 2012

Sydney Harbour, Australia 19/02/2009


Rano udałam się na Sydney Tower. Windą dojechałam na podium level co trwało króciutko, a dodam, że to najwyższy budynek w Sydney. Na podium level znajdował się OzTrek, kasy i toalety. Trzeba było przejść przez bramki i wejść do kolejnej windy, by po kilkunastu sekundach dotrzeć na punkt widokowy.





Przypominał on bardzo ten w Melbourne z tą różnicą, że w Melbourne była możliwość wyjścia na zewnątrz i widoki były o niebo lepsze. W związku z czym nie byłam jakoś szczególnie zachwycona, bo Harbour Bridge mało co było widać, a o operze już nie wspomnę. Do tego szyby wszędzie ubrudzone palcami i zdjęcia takie sobie wychodziły.
Po obejściu punktu widokowego dookoła zeszłam schodkami piętro niżej gdzie była kawiarnia: spokój i cisza i widok na zatokę. Napiłam się kawy i zjadłam lody, a potem windą zjechałam do podium level i czekałam na OzTrek. Siedziało się tam w fotelach i oglądało bodajże 3 filmy interaktywne o Australijczykach i ich stylu życia, o czerwonym centrum i rafie koralowej. Po każdym filmie fotele przesuwały się do kolejnej sali także każdy mógł zobaczyć każdy film w innym momencie. Po tej krótkiej projekcji przeszłam do kolejnej sali i znów usiadłam w fotelu, a przed nami ogromny ekran na którym wyświetlany był super film o Australii. Do tego w trakcie oglądania tego filmu trzęsły się fotele i to było super, bo na przykład była szczęka krokodyla i miało się wrażenie jakby się do niej wpadało. Naprawdę najlepsza atrakcja w całej Sydney Tower, tyle że strasznie to było krótkie. I tu lingwistyczny zapisek: Uluru z akcentem na ru :-)    
   
Kiedy opuściłam Sydney Tower to poszłam przez Circular Quay do punktu widokowego na zatokę i operę zwanego Pylon Lookout, a znajduje się ono po lewej stronie Harbour Bridge patrząc od strony Circular Quay czy opery. Idzie się po moście po części specjalnie zrobionej dla pieszych, która to część jest monitorowana, a do tego ogrodzona kratami u góry i nawet strażnik jakiś chodził. Nie wiem czy to aby nie na wypadek gdyby ktoś samobójstwo chciał popełnić. Tylko takie rozwiązanie przyszło mi do głowy na widok strażnika. Normalnie wejście na ten punkt widokowy kosztuje AU$9,50, ale ja miałam go za darmo ponieważ po zejściu z mostu wczoraj dostałam właśnie taki kupon na darmową wizytę na Pylon Lookout. Szło się po schodach a po drodze mijało się zdjęcia i inne eksponaty związane z budową mostu. Na górze jest dosyć mało miejsca, ale widoki są super na operę, na tą część mostu po której wczoraj się wspinałam i na Circular Quay. Bardzo mi się tam podobało, więc sesja trochę trwała. Dodam, że właśnie tam rozpoczęła się moja sesja „myśleniowa”, która wcale nie miała na celu pokazanie światu jaka to ze mnie jest myślicielka. Prawda jest taka, że była to próba ukrycia mojej opryszczki, która zrobiła się okropna! Ale nie ma się co śmiać, bo najgorsze wciąż było przede mną. 









Circular Quay popłynęłam na druga stronę zatoki do McMahons PointMcMahons Point przeszłam wśród domków mieszkalnych do tego wcześniejszego miejsca: Milsons Point. Na prom trzeba było czekać z pół godziny, więc nie było żadnego sensu siedzieć tam bezczynnie. Minęłam więc zatokę z łódkami i widokiem na Harbour Bridge, a tuż zaraz doszłam do słynnego Luna Parku. Widok na Harbour Bridge wraz z palmami uwieczniony na zdjęciu jest wprost boski. Przeszłam pod mostem bliżej opery. I tam kolejne zdjęcia na operę i most z innego miejsca. Kiedy tam byłam to już się zaczął  zachód słońca.     














Milsons Point wróciłam promem do Circular Quay. Poszłam do bawarskiej restauracji w dzielnicy The Rocks. Potem w Circular Quay miałam pierwszą sesję nocną. Uczyłam się robić zdjęcia w nocy i okazało się to strasznie trudne, ale nie niemożliwe do wykonania, bo z każdym zdjęciem było coraz lepiej. Dodam, że widoki nocą w Circular Quay na Harbour Bridge i operę są absolutnie boskie. Do tego niebo nie wiem czy to od oświetlanych obiektów miało taki kolor fioletoworóżowy. Naprawdę cudo!!!









All rights reserved - Copyright © Lagnese

Zapraszam na Facebook @  Lagnese Photography on Facebook

No comments:

Post a Comment