Przeszłam przez Hyde Park, a więc nie tylko Londyn ma słynny Hyde Park! W tym parku najbardziej podobały mi się przepiękne drzewa, które tak cudownie się schodzą do środka nad bardzo szeroką alejką. Poezja. Poza tym coś co się od razu rzuciło mi w oczy po pobycie w Melbourne to to, że Sydney było o wiele bardziej zielone i nie wypalone przez słońce jak stolica Wiktorii. A druga rzecz to inne budownictwo czyli żadne tam domki „działkowe”, tylko już bardziej murowane domy.
![]() |
| Hyde Park |
![]() |
| Nietoperze w centrum miasta |
Z Hyde Parku przeszłam do Ogrodu Botanicznego za który się nie płaci. Ogród jest nie duży, ale ładny, zadbany i zielony. Stamtąd są świetne widoki na drapacze chmur, ale także operę i most. Przeszłam ile się tylko dało robiąc mnóstwo zdjęć, bo i słońce wtedy wyszło i Sydney wyglądało zupełnie inaczej niż dnia poprzedniego. Było naprawdę gorąco choć w nocy padało mocno praktycznie przez cały czas.
Potem poszłam z powrotem do Sydney Opera House mijając po drodze biegających ludzi, których wszędzie było pełno. Przeszłam do Circular Quay Station, kupiłam Zoo Pass i popłynęłam promem do Taronga Zoo, co trwało około 12 minut. Z promu były super widoki na Circular Quay, operę i most. Robiły się fale i nawet woda pryskała, a opera coraz bardziej się oddalała i malała w oczach. Po dopłynięciu przesiadłam się do autobusu, który jechał może 2 minuty na górę i wysadził mnie przed wejściem gdzie dostałam mapkę zoo.
Taronga Zoo nie jest ogromne, ale jest świetnie skonstruowane i nie sposób coś pominąć. Zoo jest podzielone na różne parki tematyczne takie jak na przykład Wild Australia, Reptile World, African Waterhole czy Wild Asia. Były więc zwierzęta typowe dla Australii, ale też gady, ptaki, lwy, goryle, słonie, żyrafy, foki czy niedźwiedzie. Jedyny minus był taki, że po jakimś czasie co chwilę padało. Zjadłam lunch w Taronga Food Market, a gdy byłam przy fokach to już się rozpadało na całego, więc zjechałam windą na dół i o 16:30 wypłynęłam stamtąd do Circular Quay.
![]() |
| Komodo Dragon |
Kupiłam Aquarium Pass, w którego cenie był prom i wejście do akwarium i oceanarium. Wypłynęłam o 18:05 i popłynęłam do Darling Harbour gdzie właśnie znajduje się akwarium. Płynęłam pod Harbour Bridge zatrzymując się na kilku przystankach. Po dopłynięciu około 18:30 weszłam do akwarium. Były tam krokodyle, rybki, rekiny i żółw. Wszystko było tam przyciemnione, no i zdjęcia tak sobie powychodziły, ale kto by tam na przykład za rekinem nadążył. Były tam tunele, a ryby pływały sobie nam nad głowami. Szczerze to spodziewałam się czegoś lepszego, no ale cóż widocznie tak to wygląda. Na pewno nie sposób było się tam zgubić. I można było być świadkiem piszczących Azjatek, co nie powiem, bo było bardzo zabawne. Od razu dodam, że Azjaci, bo trudno mi powiedzieć, który dokładnie kraj reprezentujący uwielbiają robić sobie zdjęcia ze znakiem Viktorii, do tego uwielbiają wchodzić człowiekowi w kadr i nie znają przy tym słowa „przepraszam”.
Wyszłam stamtąd po 20 i na nogach szłam fajnymi ulicami ze sklepami i restauracjami blisko Chinatown z powrotem do hotelu.
Polecam moje zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/22762999@N00/

















No comments:
Post a Comment