Potem była sesja z flagą australijską na plaży. Przy okazji
przeszłam całe molo i tam za Kioskiem
odkryłam przepiękne miejsce, z którego było widać zarys Melbourne na tle
łódek. Magiczne miejsce. Do tego spokój, cisza, mocno grzejące słońce.
Prawdziwe lato w środku zimy.
Ponowna wizyta w cake
shop Europa na Ice coffee i
ciastku. A potem powrót na plażę. Siedziałam tam sobie, pozwalałam czasowi mijać i
cieszyłam się ostatnimi minutami mojej australijskiej przygody. Nie chciałam wracać do Europy, ale wiedziałam, że za kilka godzin będę w samolocie i moja australijska przygoda dobiegnie końca.
Wieczorem pojechałam busem na lotnisko gdzie wydałam ostatnie pieniądze kupując sobie podkoszulek biały z małą flagą Australii i napisem
Australia, kubek z kangurkiem (jeden z moich ulubionych kubków) i książkę Zmierzch, którą zaczytywałam się w drodze powrotnej.
O 23:14 miał się rozpocząć boarding, ale przesunęło się chyba przeszło 30 minut. I też zamiast
23:59 odlecieliśmy pół godziny później, a więc już 3 marca 2009 roku. I tak po trzech tygodniach w Australii moja podróż życia dobiegła końca.
W Hong Kongu
byłam o 6:30 tamtego czasu i miałam trochę przerwy. Wystartowałam z Hong
Kongu o 8 rano. Do Londynu
przyleciałam 3 marca 2009 o 13:30. Gdyby nie różnica czasowa to można by zaryzykować stwierdzeniem, że tylko 13 godzin leciałam. Ha ha. Może kiedyś to będzie możliwe.
A
U S T R A L I A
A jednak stało się
Udało się dotrzeć do
Krainy Kangurów
Stąpać po niej i wdychać
ją do płuc
Tak łapczywie, by była
obecna w całym mym ciele
Radować się widokiem
czerwonego centrum
Aby me serce nie chciało
opuścić Alice Springs
Latać Qantasem z miejsca
na miejsce
I nie móc przestać
zachwycać się tym krajem
Australio kiedy znów
przyjmiesz mnie w swe ramiona?






No comments:
Post a Comment