Nie potrafię pływać, ale nawet ubrałam ten kombinezon z gąbki,
gogle itd. i weszłam do wody, która była ciepła i słona okropnie. Tyle że zaraz
mi się ta woda wlała do nosa i nie mogłam złapać powietrza plus na oczy (a
dodam ze mam soczewki) nic nie widziałam, więc szybko z tej wody wyszłam. Myślę, że spróbowałabym
tam wejść jeszcze raz gdyby nie to, że wciąż jeszcze miałam niewyleczoną
opryszczkę, a ta słona woda tylko pogarszała jej stan i powodowała ogromny ból, więc dałam sobie spokój.
Generalnie byłam przygotowana na to, że w ogóle do wody nie wejdę, no ale
spróbowałam. Nie wyszło, ale przynajmniej próbowałam.
Po pierwszym nurkowaniu był lunch – szwedzki stół. Nie
bardzo wiedziałam, czy po mojej chorobie morskiej powinnam jeść, ale
zaryzykowałam i nic się nie stało.
Popłynęliśmy do drugiego miejsca gdzie znów ludzie mogli nurkować, a potem z powrotem do portu.
Rejs był super. Tylko pogoda się psuła i chwilami nawet padało. Można było
sobie siedzieć na górze statku, a wiatr rozwiewał włosy i wszyscy byli tacy
padnięci i przysypiali.
Wieczorem obiadokolacja w Cock&Bull, w którym to lokalu zjadłam mięso z kangura (aż trzy kawałki były) plus
frytki i sałatka. Jedzenia było bardzo dużo i nie zjadłam wszystkiego, ale naprawdę
było bardzo dobre. Lokal był ogromny i masa ludzi w środku. Od razu widać, ze mają tam dobre jedzenie. Do tego jeszcze trwało
tam karaoke, ale piosenki to w większości jakieś australijskie country, a do tego nie potrafię się przekonać.
Zapraszam na Facebook @ Lagnese Photography on Facebook
Polecam moje zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/22762999@N00/
All rights reserved - Copyright © Lagnese
Zapraszam na Facebook @ Lagnese Photography on Facebook

No comments:
Post a Comment