Friday, December 7, 2012

Cairns - Wielka Rafa Koralowa 27/02/2009

Znów pobudka o 6 rano, bo o 7 miałam busa spod recepcji, który zawiózł mnie do portu w Cairns. Tam poszłam na statek Reef Experience by udać się na Rafę Koralową. Trzeba było zdjąć buty i wziąć sprzęt do nurkowania. Zajęłam miejsce na statku, wypełniłam papiery i zapłaciłam za rejs. Zjadłam śniadanie i tak oto płynęliśmy sobie i płynęliśmy na rafę koralową. W tym czasie jeden z młodych chłopaków, bo załoga była bardzo młoda, opowiadał o snorkellingu i nurkowaniu, o mieszkańcach rafy koralowej. No i to by było na tyle mojego słuchania, bo kiedy jeden z nich mówił o nurkowaniu zaczęła się moja choroba morska. Nieważne że wzięłam jakieś tabletki, które oni proponowali wziąć. Nic mi to nie pomogło, a to jak się wtedy czułam to trudno opisać. Byłam przerażona, bo nagle się okazało że jest rano, jestem na otwartym morzu i nie da się rady stamtąd uciec, a o niczym tam wtedy tak bardzo nie marzyłam. Bo tak jak tam wymiotowałam to jeszcze nigdy w życiu nie miało wcześniej miejsca. Na szczęście jak wyszłam na zewnątrz to z każdą chwilą czułam się coraz lepiej. To był moment kiedy zaczęło się nurkowanie w pierwszym miejscu. Ludzie w większości nurkowali z rurką, a ci którzy chcieli nurkować pod wodą to byli podzieleni na kilka grup po 4 osoby.



Nie potrafię pływać, ale nawet ubrałam ten kombinezon z gąbki, gogle itd. i weszłam do wody, która była ciepła i słona okropnie. Tyle że zaraz mi się ta woda wlała do nosa i nie mogłam złapać powietrza plus na oczy (a dodam ze mam soczewki) nic nie widziałam, więc szybko  z tej wody wyszłam. Myślę, że spróbowałabym tam wejść jeszcze raz gdyby nie to, że wciąż jeszcze miałam niewyleczoną opryszczkę, a ta słona woda tylko pogarszała jej stan i powodowała ogromny ból, więc dałam sobie spokój. Generalnie byłam przygotowana na to, że w ogóle do wody nie wejdę, no ale spróbowałam. Nie wyszło, ale przynajmniej próbowałam.

Po pierwszym nurkowaniu był lunch – szwedzki stół. Nie bardzo wiedziałam, czy po mojej chorobie morskiej powinnam jeść, ale zaryzykowałam i nic się nie stało.

Popłynęliśmy do drugiego miejsca gdzie znów ludzie mogli nurkować, a potem z powrotem do portu. Rejs był super. Tylko pogoda się psuła i chwilami nawet padało. Można było sobie siedzieć na górze statku, a wiatr rozwiewał włosy i wszyscy byli tacy padnięci i przysypiali. 

Wieczorem obiadokolacja w Cock&Bull, w którym to lokalu zjadłam mięso z kangura (aż trzy kawałki były) plus frytki i sałatka. Jedzenia było bardzo dużo i nie zjadłam wszystkiego, ale naprawdę było bardzo dobre. Lokal był ogromny i masa ludzi w środku. Od razu widać, ze mają tam dobre jedzenie. Do tego jeszcze trwało tam karaoke, ale piosenki to w większości jakieś australijskie country, a do tego nie potrafię się przekonać.



All rights reserved - Copyright © Lagnese

Zapraszam na Facebook @  Lagnese Photography on Facebook

No comments:

Post a Comment