Friday, December 7, 2012

Cairns - Melbourne 28/02/2009

Ostatni dzień w Cairns. Rano zrobiłam kilka zdjęć na dole w hotelu wśród „lasu deszczowego” i spotkałam jeszcze Szwajcara, który był wczoraj na rafie ze mną. Pechowiec jakiś, bo opowiadał mi, że znów mu odwołali drugą już wycieczkę. To tylko pokazuje, że nie był to peak season w Cairns i że byłam szczęściarą, że mi nic nie odwołali. Tym bardziej, że miałam tylko dwa dni i na Kurandę i na rejs i w razie odwołania wycieczki po prostu by ona przepadła. A jakoś trudno mi sobie wyobrazić żeby mogło mnie nie być na Kurandzie, choć prawda jest taka iż Cairns znalazło się na mapie mojej podróży głównie ze względu na rafę koralową. A tymczasem to Kuranda podbiła moje serce i ten mój koala


"Powrót do przeszłości" czyli początku mojej podróży do Australii, a więc kierunek Melbourne.  Lot z Cairns miałam o 12:30, a do Melbourne przyleciałam około 17.  

Nie było busa do St Kilda. Trzeba by było czekać na niego z godzinę, albo dwie. Jakaś kobieta też chciała jechać do St Kilda. Podszedł gość i nam zaproponował transport. Strasznie długo się jechało. Fakt lotnisko od centrum w Melbourne jest bardzo daleko, ale jakoś wydaje mi się, że tym razem pan kierowca jakąś długą drogę wybrał. W każdym bądź razie jechało się przyjemnie. Kobieta konwersowała z panem kierowcą przez całą drogę. To wtedy dowiedziałam się o tym Kole w Melbourne co się zepsuło, że zwolnili ostatnich pracowników i coś co kosztowało tyle pieniędzy okazało się totalną klapą. Do tego cały pasaż handlowy przed Kołem też padł. Poza tym pan taksówkarz mówił, że w Australii wystarczy mieć troje dzieci i już można nie pracować i nieźle sobie żyć, że on zna takich co zasiłki biorą i na wakacje latają. Także całkiem ciekawe dyskusje w taksówce się odbywały:)

W końcu dotarłam do X Base Backpackers – tego samego co za pierwszym razem w Melbourne. Z lenistwa go wybrałam żeby już nie szukać niczego na necie, to go zarezerwowałam wyjeżdżając z Melbourne ostatnim razem. 

Poszłam coś zjeść w restauracji Deveroli’s. Zamówiłam na startera garlic bread i nachos. Było ich dużo!!! O wiele za dużo. Nie zdążyłam tego zjeść jak podali danie główne czyli jakiś makaron z sosem bolognese. Jedzenie było naprawdę dobre, ale zjadłam chyba tylko pół, bo tak się strasznie najadłam.

To był długi dzień, ale poszłam  jeszcze na plażę, ale było zimno i prawie od razu się wróciłam. Byłam z lekka padnięta. 

A w nocy spać się nie dało. Dla przypomnienia w X Base Backpackers co noc są imprezy. Do tego ludzie stojący przed wejściem i wszelkie głosy słyszalne nieustannie. Masakra. A jakby tego było mało to około 4 rano jakiś świr mi w drzwi walił. Jedyna śmieszna rzecz była taka, że w końcu jakaś dziewczyna mu z innego pokoju otworzyła i wytworzyła się między nimi rozmowa, która trwała dosyć długo. W końcu on (pijany oczywiście) powiedział jej, że się z nią ożeni, tylko niech go wpuści do pokoju, bo nie ma gdzie spać. A ona mu na to, że jest lesbijką. :) Piękne. Ale i tak nie było mi do śmiechu, bo naprawdę chciałam spać, a tu się nie dało. 



All rights reserved - Copyright © Lagnese

Zapraszam na Facebook @  Lagnese Photography on Facebook

No comments:

Post a Comment