Po śniadanio-lunchu przeszłam sobie nieopodal plaży Esplanadą, gdzie było mnóstwo stoisk z
różnymi rękodziełami. Moja myśl była taka, że przecież w Polsce też się tworzy
wiele takich cudnych rzeczy ręcznie, a tymczasem można je znaleźć niemal tylko
w Cepeliach, albo w Zakopanem.
Pozostałam cały czas w St Kilda i poszłam na ulicę Acland,
która słynie z restauracji, pubów i cukierni. Udało mi się znaleźć wolne miejsce w
polskiej cukierni Europa. Jest ona
niewielka i wnętrze nie jest jakieś zachwycające, ale wystawa z góry na dół
pełna ciastek i takich polskich placków. Wybór chyba największy na całej ulicy.
Poza tym w środku mieli też ptasie mleczko i delicje. Jak się
dowiedziałam następnego dnia rozmawiając z właścicielką to cukiernia działa
28 lat i nieprzerwanie jest w polskich rękach.
Przeszłam przez Albert Park
i tuż niedaleko plaży była taka ulica z przepięknymi domami. C U D O.
Oszałamiające. Tak, tak jeden z tych domów mógłby być mój.
Bardzo leniwy dzień. Może nie do końca wykorzystałam te ostatnie dni w Australii, ale też nie chciałam wracać do Melbourne dopiero w dzień wylotu z Australii w razie gdyby coś opóźniło mój przylot. A że w Melbourne już widziałam wszystko co chciałam zobaczyć, to też zwalniając tempo spędziłam swoje ostatnie chwile w Australii w St Kilda.
Polecam moje zdjęcia: http://www.flickr.com/photos/22762999@N00/
No comments:
Post a Comment