Saturday, November 17, 2012

Melbourne, Australia 13/02/2009

Kolejny dzień w Melbourne. I jazda tramwajem do Royal Botanic Gardens, czyli Królewskich Ogrodów Botanicznych. Najpierw pomnik Shrine of Remembrance - to pomnik ku czci poległych mieszkańców stanu Wiktoria w czasie I wojny światowej. Stamtąd rozpościera się ładny widok na drapacze chmur Melbourne. Tuż nieopodal położone są Królewskie Ogrody Botaniczne.


Żółte znaki drogowe
Królewskie Ogrody Botaniczne w Melbourne

Co ciekawe Ogród Botaniczny jest za darmo i tym się różni Australia od Europy, że nie na wszystkim zbijają tu kasę i to jest piękne. Przeszłam cały ogród, co zajęło mi trochę czasu. Niestety upały i susza dały o sobie znać i wiele roślin było pousychanych. Tu, tak jak i w Anglii ludzie urządzają sobie pikniki na trawie. I wcale się nie dziwie, bo to takie spokojne miejsce na odpoczynek. Oj kiedy i w Polsce będzie można obcować z naturą tzn przynajmniej posiedzieć sobie na trawie i nie zapłacić za to jakiegoś mandatu. Wracając do ogrodu, to trzeba tu uważać na kaktusy. Miałam bliższe spotkanie z jednym z nich i jeszcze pod koniec dnia odczuwałam jego obecność, bo mi się zdjęć zachciało. 


Królewskie Ogrody Botaniczne w Melbourne

Po wyjściu z ogrodu, przeszłam przez most, a potem obok Parku Olimpijskiego. Dla przypomnienia Olimpiada w Melbourne odbyła się w 1965 roku, a więc czasy nieco odległe i sama nie mam prawa tego pamiętać, bo mnie na świecie jeszcze nie było. Co innego z Olimpiadą w Sydney, którą oglądałam i która jeszcze bardziej pogłębiła moją miłość do Australii. 

Kiedy wyłoniła się Rod Laver Arena, to już nic więcej nie trzeba było mi do szczęścia. Kocham tenis i kto wie, czy gdyby nie on to czy bym pojechała do Australii. Kiedy w 1999 roku oglądałam na Eurosporcie Australian Open w tenisie, to zakochałam się w tym sporcie i w Australii. Nagle odkryłam świat tenisa, Martinę Hingis, Annę Kournikovą, siostry Williams czy Nicolasa Lappenttiego i zafascynowałam się tym światem. Tenis uwielbiam i Australian Open jest moim ulubionym turniejem wielkoszlemowym. Trudno powiedzieć dlaczego. Może dlatego, że to początek nowego sezonu, pierwszy turniej wielkoszlemowy, a więc nowe szanse i nadzieje dla wszystkich tenisistów, a może dlatego, że tam jest wtedy lato kiedy my tu w Europie marzniemy pod kocem, a do tego ta niesamowita atmosfera tworzona przez kolorowych i nastawionych na zabawę kibiców. I do dziś potrafię nie spać w nocy żeby oglądać mecze z Australii, albo budzić się wcześnie rano by włączyć telewizor i zobaczyć sesję wieczorną. Oczywiście moim marzeniem było pojechać do Australii i przywitać Nowy Rok w Sydney (ze względy na najlepszy noworoczny pokaz sztucznych ogni na świecie) i być w Melbourne podczas gdy rozgrywany jest Australian Open, ale w życiu nie można mieć wszystkiego. Może kiedyś się uda:) Przyjechałam tam niespełna dwa tygodnie po turnieju i było pusto i spokojnie, ale i tak cudownie było być w tym miejscu gdzie to wszystko się rozgrywa. W Rod Laver Arena  nie było już kortu. Jest on przygotowywany tylko na turniej, a w pozostałym czasie odbywają się tam inne zawody sportowe tudzież koncerty. W pustym korytarzu były portrety zwycięzców Australian Open. Z kolei kort Margaret Court Arena (drugi co do ważności) okazał się być mniejszy niż w telewizji. Nie pierwszy raz mogę powiedzieć, że telewizja kłamie. Można było sobie zejść na dół, co prawda nie na sam kort, ale i tak świetnie, że to było otworzone i można było się tam przespacerować. A z tego kortu świetny widok na biznesowe centrum Melbourne, a więc drapacze chmur w tle.



Kort Margaret Court Arena

Wieczorem znów wyjście na plaże. To taki plus mieszkania w St Kilda blisko zatoki. Nie ukrywam, że polubiłam St Kilda ze względu na bliskość plaży i zatoki, jak też wakacyjną atmosferę Acland Street. I może poświecę kilka słów tej dzielnicy Melbourne. St Kilda położona jest 6 kilometrów od biznesowego centrum Melbourne. W czasach wiktoriańskich mieszkała tu elita Melbourne. Natomiast po wojnie St Kilda stała się dzielnicą domów publicznych, by w latach 70 i 80 ubiegłego stulecia stać się domem dla wielu subkultur młodzieżowych, artystów, czy muzyków. Ostatnimi czasy St Kilda podniosła swój status i stała się miejscem, w którym chętnie zatrzymują się młodzi turyści przez co miejsce to straciło nieco na swym artystycznym charakterze. Nazwa St Kilda pochodzi od nazwy statku The Lady of St Kilda, który przypłynął do Melburne w lipcu 1841 roku w pięć lat po założeniu miasta Melbourne. Statek był własnością Sir Thomas Dyke Acland od którego nazwę otrzymała słynna ulica handlowa Acland Street. Natomiast nazwa statku jest związana z nazwą wyspy St Kilda w Szkocji. 


St Kilda
St Kilda

11 września 2003 roku stary kiosk znany jako St Kilda Pavilion znajdujący się na molo w St Kilda spłonął w wyniku podpalenia. Został on jednak odbudowany na wzór kiosku z 1903 roku kiedy to został zbudowany po raz pierwszy. Ulica Acland Street wypełniona jest restauracjami, cukierniami, lodziarniami i innymi sklepami, a życie tętni na niej nieustannie i często trudno jest znaleźć tam wolne miejsce. Tutaj też pośród innych cukierni znajduje się polska cukiernia Europa. A nieopodal króluje Luna Park



All rights reserved - Copyright © Lagnese

Zapraszam na Facebook @  Lagnese Photography on Facebook

No comments:

Post a Comment