Sunday, November 11, 2012

Londyn - Hong Kong - Melbourne 10-11/02/2009

Do Australii leciałam z Londynu prze Hong Kong do Melbourne jednym z największych samolotów Boeing 747 - 400 linii Quantas. Lot był całkiem przyjemny. Co chwilę dostawaliśmy jedzenie, które mi bardzo smakowało. Oczywiście mówimy o jedzeniu w samolocie, więc wiadomo, że na cuda liczyć nie można. W drodze do Hong Kongu mieliśmy małe turbulencje, co było mało przyjemne, ale na szczęście nie trwało to długo i dało się przeżyć.

Do Hong Kongu przylecieliśmy bardzo wcześnie rano. Przechodziło się do hali odlotów gdzie trochę trzeba było czekać. Jak już nadszedł czas na wejście do samolotu, to staliśmy w kolejce i panie Azjatki przybijały pieczątkę na bilecie z datą. I tu znowu odbyło się sprawdzanie bagaży podręcznych. Pierwszy raz leciałam z międzylądowaniem, więc było to coś nowego i też do końca nie wiedziałam jak się to odbywa.



Hong Kong - widok z samolotu

Lot z Hong Kongu do Melbourne trwał z 8 godzin, albo i dłużej. Czułam się po tym przejściu przez lotnisko w Hong Kongu nieco odświeżona, ale po wejściu do samolotu dopadło mnie absolutne zmęczenie. Może dlatego, że za oknem było słonko i ciepło i chciało mi się spać, ale w trakcie lotu zmęczenie minęło. I tak oto lecieliśmy nad wyspami, o których nie miałam zielonego pojęcia, że istnieją. 

Jakoś się dłużył ten czas z Hong Kongu, bo myślałam, że blisko stamtąd do Australii, a tymczasem trochę trwało zanim dolecieliśmy. Lot nad czerwonym centrum sprawił, że już poczułam, ze jestem w Australii. W pobliżu Adelajdy był piękny zachód słońca. Wylądowaliśmy w Melbourne planowo o 21.40 kiedy za oknem było już ciemno. Po dotarciu do punktu imigracyjnego pani wbiła mi w paszport pieczątkę z datą przyjazdu i zapytała, czy będę dziś spać w Melbourne. I to wszystko. Potem oczekiwanie na bagaż. Trochę to trwało. Co ciekawe po taśmie krążyły chińskie bagaże czyli ciuchy zapakowane w folie albo pudełka tekturowe. Normalnie jak powrót do przeszłości. Czyli coś takiego można do samolotu wrzucić? Dziwne. Poza tym Pani z psem, który szukała wiadomo czego. Takie rzeczy zawsze mnie przerażają. Przy okazji czekania na bagaż poznałam Polkę mieszkającą w Melbourne. Była tak miła, że sama dała mi swój numer telefonu na wypadek gdyby coś się przytrafiło. 


Nie mając nic do oclenia opuściłam lotnisko. Po drodze widziałam niezłą kolejkę pasażerów, którzy mieli rzeczy do oclenia tudzież poddania kwarantannie. Nie wiem, czy oglądaliście kiedyś program Security Border - Australia's Front Line, czyli o tym co się dzieje na lotniskach w Australii? Ja uwielbiam ten program i mogę go oglądać i oglądać. Australia ma bardzo surowe prawo jeśli chodzi o wwożenie różnych rzeczy. Jeśli ktoś się wybiera do Australii, to niech się koniecznie z tym zapozna, żeby potem nie było niemiłych niespodzianek. I lepiej zapomnijcie o wwożeniu jakiegokolwiek jedzenia, a już tym bardziej o zaznaczeniu NIE na karcie pasażera przy opcji:jedzenie. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że oni naprawdę to sprawdzają i potem nie dość, że tracą wiele produktów, to jeszcze płacą kary pieniężne. Dodatkowo informacja o tym zdarzeniu jest umieszczana w ich systemie komputerowym. 


Po wyjściu z lotniska czekałam na jakiś szok temperaturowy, bo w końcu przyleciałam z zimowej Europy, a tu nic takiego. Tylko lekki powiew wiatru i ogólnie bardzo przyjemnie. Trochę obawiałam się australijskich upałów, bo jeszcze kilka dni przed przyjazdem do Melbourne temperatura przekraczała tam 40 stopni, a pożary były jednymi z gorszych jakie nawiedziły Australię. Na szczęście kiedy ja się tam pojawiłam, to temperatura nie przekraczała 30 stopni, a i tak w kolejnych dniach w Melbourne było nawet zimno zwłaszcza wieczorami. 


Lotnisko w Melbourne jest spory kawałek od centrum miasta. Wzięłam taksówkę po którą trzeba było się ustawić w kolejce, bo było tylu chętnych, ale taksówki przyjeżdżały i odjeżdżały raz po raz. Jazda taksówką była przyjemna, a oświetlone centrum i drapacze chmur plus Koło robiły wrażenie. Cała jazda trwała może 15-20 minut. Po tym czasie dotarłam do hotelu lub raczej hostelu, który zarezerwowałam jeszcze będąc w Polsce. Nazywał się X Base Backpackers i znajdował się na ulicy Carlise. Jeśli ktoś poszukuje miejsca, w którym jest bardzo imprezowo i chce się dobrze zabawić plus poznać nowych ludzi, to to miejsce może się podobać, ale jeśli ktoś tak jak ja chce się tam po prostu wyspać po podróży czy zwiedzaniu, to nie polecam. 




All rights reserved - Copyright © Lagnese

Zapraszam na Facebook @  Lagnese Photography on Facebook

No comments:

Post a Comment