Monday, March 17, 2014

6-7/03/2014 Lecąc na Sri Lankę

I oto nadszedł ten dzień gdy udaliśmy się na 3 tygodniowe wakacje na Sri Lankę. Wylot mieliśmy z Edynburga do Istambułu tureckimi liniami Turkish Airlines. Lot trwał 4 godziny. Różnica czasu pomiędzy Edynburgiem, a Istambułem to dwie godziny. Przylecieliśmy tam około godziny 22 i zostaliśmy skierowani do wyjścia na połączenia z innymi lotami międzynarodowymi. I tak oto znaleźliśmy się w sali odlotów tego ogromnego lotniska i pełnego turystów. Na lotnisku w wielu miejscach można płacić w euro. Znalezienie wody graniczyło niemal z cudem. Pełno tam sklepów z perfumami, alkoholem, papierosami, ale wody brak. W końcu po przejściu niemal całego lotniska udało się znaleźć małe butelki wody. I tu kulturalnie stoimy w kolejce i co? Turek stojący za nami ni stąd ni zowąd wyminął nas i krótko mówiąc wepchnął się w kolejkę. Nie byłabym sobą, gdybym mu uwagi nie zwróciła. Usłyszałam słowo "przepraszam", więc przynajmniej coś. Będąc na tym lotnisku czuje się, że jest się w innym kraju. Wielu ludzi gapiących się na nas, zwłaszcza kobiece spojrzenia, choć ani nie byłam nieodpowiednio ubrana, ani się nie zachowywałam inaczej niż oni. 

Wylot z Istambułu mieliśmy o 1 w nocy. Samolot był niemal pełny, a wśród pasażerów niemal sami obcokrajowcy, z czego najwięcej to chyba Ukraińców. Podczas lotu nieustannie "goniliśmy" zmieniający się czas. I jak w końcu można było się przespać, to lokalny czas na Sri Lance wskazywał godzinę 7-8 rano. Tak więc może udało się nam spać z dwie godziny. Mieliśmy lądowanie i postój na Malediwach. Lotnisko położone blisko oceanu i tak widoki podczas lądowania jak i startu samolotu były niezwykle malownicze. 


Lecąc na Sri Lankę
Malediwy

Malediwy







Lot z Malediwów na Sri Lankę trwał około godziny i przybyliśmy na miejsce około 14:30. Pierwsze spotkanie z falą gorąca było ciężkie. Zero wiatru i człowiek mimo wszystko próbował znaleźć jakieś powietrze. 


Sri Lanka


Sri Lanka



Kontrola paszportowa przebiegła szybko, sprawnie, bez żadnych pytań, a wizę wykupiliśmy przez internet przed wyjazdem ($30 od osoby) i wszystko było w systemie komputerowym. Potem odebranie bagaży i niestety, ale moja ukochana walizka została zniszczona. Tak więc zamiast wyjść w końcu z tego lotniska to trochę tam czasu jeszcze spędziliśmy na spisaniu reklamacji, a potem na udaniu się z pracownikiem Turkish Airlines do sali odlotów i windą na górę do biura tureckich linii lotniczych. Tam zaoferowano mi inną walizkę, która może nie była zła i może bym zdołała wrócić do Edynburga, ale nie była tak masywna jak moja. Tak więc zdecydowaliśmy, że kupimy tu walizkę, a o pieniądze od linii lotniczych będziemy starać się w Edynburgu. Co z tego wyjdzie, to się dopiero okaże.

Po wyjściu z lotniska czekali na nas rodzice i mini busem udaliśmy się do ich domu położonego niedaleko od Colombo. Muszę przyznać, że pierwsze widoki mijających nas domów, straganów, bezdomnych psów były dla mnie szokujące. Niektóre domy jak szałasy, a jednak ludzie muszą gdzieś żyć. Sklepy, a raczej przydrożne stragany na których sprzedają co mają zwykle owoce i warzywa. Do tego poruszanie się po drogach. Jak dla mnie żadnych reguł. I to nieustanne trąbienie samochodów i innych pojazdów to dużo za dużo. Ludzie łażący środkiem ulicy, dzieci wracające ze szkoły po tej samej stronie drogi co samochody, a więc gdzie jest bezpieczeństwo w tym wszystkim? Jak dla mnie to pojecie tutaj nie istnieje.

Moi teściowie mieszkają w kompleksie mieszkalnym niedaleko od Kolombo i miasta Ja-ela i znajduje się tutaj około 1400 domów, które są bardzo ładne.


All rights reserved - Copyright © Lagnese

Zapraszam na Facebook @  Lagnese Photography on Facebook

No comments:

Post a Comment